I’m Rochard, John Rochard


Jakiś czas temu naszła mnie ochota na zagranie w jakąkolwiek platformówkę. Sprawiłem sobie kilka gier z tego gatunku, jednak tylko jedna z nich wciągnęła mnie od razu, bez nudnych początków itp. Mowa tutaj o produkcji studia Recoil Games o tytule „Rochard” (czyt. Roszard).

Głównym bohaterem jest oczywiście Rochard. John Rochard, który jest kosmicznym górnikiem i wraz z dwójką swoich przyjaciół spokojnie wydobywa różnego rodzaju minerały. Do pewnego momentu. Podczas jednego z nudnych dni w pracy John z ekipą natknęli się na swego rodzaju świątynię, która zapewne była pamiątką obcej cywilizacji. Dziwne, ale nie niebezpieczne. Do czasu, gdy o dziwnym znalezisku dowiadują się kosmiczni piraci, przez których Rochard zostaje rozdzielony od swoich znajomych. Z czasem sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, a głównym złym okazuje się… osoba, której w życiu byśmy o to nie posądzali.

Z ręką na sercu muszę przyznać, że fabuła w „Rochardzie” spodobała mi sie. Wiadomo, że scenariusz nie jest tutaj dziełem sztuki, a tylko pretekstem do stworzenia bardzo dobrej zręcznościówki. Podstawą rozgrywki jest narzędzie pracy Rocharda – G-Lifter, za pomocą którego możemy bawić się grawitacją (np. zmniejszyć jej działanie), podnosić różnego rodzaju przedmioty (a z czasem nawet przeciwników). Podczas gry na swojej drodze napotkamy maszyny, gdzie możliwe będzie ulepszenie G-Liftera – będziemy mogli z niego strzelać zarówno pociskami, jak i granatami (zwykłe, przylepne i antygrawitacyjne). A wszystko to, aby gra stała się jeszcze bardziej przyjemna. Ileż razy uśmiechnąłem się, gdy przeciwnik dostał ode mnie beczką po ryju.

Oprócz przeciwników naszym problemem będą zagadki logiczne, które głównie zaliczyć można do kategorii zagadek przestrzennych. A to trzeba ustawić lasery tak, by możliwe było przejście, a to pobawić się granatami antygrawitacyjnymi (oczywiście po to, aby odblokować przejście). „Na sucho” może się to wydawać nudne, jednak grając w „Rocharda” nie ma się takiego odczucia. Wręcz przeciwnie – gra cholernie wciąga i sam nawet nie wiem, jak to możliwe, że 5 godzin (b0 tyle nas dzieli od początku do końca) tak szybko przeleciało? Platformówka to platformówka, więc o konstrukcji poziomów nie ma co się rozpisywać.

Oprócz fabuły i pomysłu na produkcję twórcom udała się również oprawa audio-wizualna. Muzyki tutaj zbyt wiele nie ma, albo przynajmniej nie pamiętam, aby podczas rozgrywki coś tam grało. Jest jednak jeden utwór, którym gra nas wita na samym początku i to właśnie on zapadł mi w pamięć. Na pewno trafi do mojego odtwarzacza, bo na to zasługuje. Zresztą, sami się przekonajcie:

Grafika za to – cud, miód, malina. Modele postaci są swego rodzaju karykaturami, jednak wciąż wyglądają ludzko, a cała reszta otoczenia prezentuje się naprawdę dobrze. Pastelowe kolory, ładne tekstury, wszystko wygląda prawie jak wyciągnięte z bajki (coś na wzór Fable).

„Rochard” to bardzo dobra, prawie idealna produkcja logiczno-platformowa, z naciskiem na „platformowa”. Dobra historia, fajny pomysł i świetne wykonanie całej reszty. Przyczepić mogę się tylko do długości produkcji, choć wydaje mi się, że wśród platformówek jest to całkiem niezły wynik. No i animacje postaci podczas cut-scenek – śmiesznie patrzy się na bohatera, który spokojnie wymachuje rękami, a podłożony pod niego głos wydziera się jak popieprzony. Gdybym miał wystawiać ocenę, to z czystym sumieniem dałbym dziewiątkę.

 

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: